Mieszkaliśmy w Międzyrzeczu będąc dziećmi. Podwórko naszego domu otwierało się na ulicę Staszica, przy której stał dom pana dra Podbielskiego. Wszystkie dzieciaki z sąsiedztwa bawiły się często razem, często bezpośrednio na ulicy. Było bezpiecznie. Kiedy przejeżdżał jakiś samochód, dość rzadko, po prostu schodziło się z jezdni.
Wszyscy się znali. Doktora też wszyscy znali, ale popularny to zrobił się po publikacji w regionalnej gazecie.
Wtedy na wiele miesięcy musieliśmy zrezygnować z naszych zabaw . Dzień i noc mnóstwo ludzi koczowało na chodnikach i podwórkach w pobliżu domu Doktora. Spali na gazetach. Było lato i ciepło. Przyjeżdżali po ratunek. TP było wydawane do butelek, rozcieńczone. Nie każdy wiedział , że butelkę należy mieć ze sobą, bo u PP Podbielskich butelki szybko się skończyły. Wtedy to właśnie mój młodszy brat „wyprowadził „wszystkie butelki ,przeznaczone przez mamę do zapraw , z naszej piwnicy.
Doktora z żoną widywałam czasem też później. Wszystkie dzieci zawsze z szacunkiem się kłaniały, a doktor łagodnie uśmiechał się.
My w rodzinie też używaliśmy preparatu TP1 i TP 2. Jedni mówili, że to od inicjałów pana Doktora, inni że to skrót od „To Pomaga” :).