Moi dziadkowie Józef i Teodora Podbielscy po wojnie zamieszkali w Trzcielu.
Dziadek pochodził z Kurpii a babcia z Kaczyn(Ostrołęka,stacja).
Nie wiem kiedy poznali Dr.Tadeusza Padbielskiego,ale w roku 1960 moj tato- Jerzy Podbielski podjał pracę w Powiatowym Zakładzie Weterynarii w Międzyrzeczu Wlkp.,dostał mieszkanie służbowe przy ul. MARCINKOWSKIEGO,przy lecznicy.
Tam chodziłam do szkoły podstawowej przy ul. Staszica.Moj tato z Doktorem często rozmawiali na temat braku niektórych pierwiastków w glebie, co odbijało sie na kondycji bydła (bylam dzieckiem,więc tylko co nieco z tego rozumiałam).
Moi rodzice spotykali się z doktorostwem ,wtedy prężnie działał KIK( Klub inteligencji katolickiej),gdzie spotykali się międzyrzeccy niektórzy mieszkańcy . Wydaje mi sie,że Pani Zosia ( polubiły się z moją mamą) z mężem tez tam bywali.
Pamiętam te tłumy ludzi pod Ich domem,Pamiętam różne kontrowersje wokół,,buteleczek,, z dziwnym płynem. Jeden byl różowy. Kłótnie-dr weterynarii może
pomóc ludziom? Hochsztapler,codotwórca,oszust….Jedni chwalili,słali listy dziękczynne,że pomogło, inni,że nie pomogło….Bardzo to było głośne.
Kiedy rozgłos i prośby sięgały całej Polski,Doktor swoje,,buteleczki”zostawiał u moich dziadków wtedy już w Warszawie, (z Trzciela dziadkowie przenieśli się do córki w Warszawie)i tam odbierano fiolki,słano podziękowania dla doktora…
Chyba w podzięce Doktor ofiarował im swoją rozprawę doktorską ( pewnie kopia).
O wiele lat później badania naukowe potwierdziły wiele tez ,dziś mówi się suplementy, minerały potrzebne do życia…
Doktor i Jego żona byli bardzo skromnymi,miłymi ludźmi. I chyba cierpliwymi- jak pomyślę o tych tłumach pod drzwiami wilii.